Deszczyk zacina z boczku :) i daszek mu niestraszny :) Tak się czepiam, bo znam suszarnie tytoniu na lubelszczyźnie, tam to murowane są... albo może byly :)
Ha! Na widok jedzenia dostałam ślinotoku...;) Serek wygląda rewelacyjnie!...Wycieczki zazdroszczę, ja chwilowo nie mam szans nigdzie dalej się wybrać, ale może przyszła sobota będzie łaskawa dla mnie...Idę coś zjeść, bo przecież!...;)))
Echhh... Ja muszę być wcześniej... o 9.30 :)Ale i tak z politowaniem wspominam czasy, kiedy zaczynałam pracę o 7.30. Budziłam się koło 10. Ten czas był kompletnie nieproduktywny...;)
Nie o poranku, na litość :) Budzenie się jest procesem długim, żmudnym i niekoniecznie zakończonym sukcesem w moim przypadku... Dobrze, że mam mało pod górkę, z lenistwa wybierałabym jednak auto wtedy ;)